Siema, siema! Po kilkunastu dniach przerwy znowu się widzimy. Jestem teraz troszkę spokojniejszy, sytuacja w pracy się ustabilizowała, więc mogę więcej czasu poświęcić na bloga. Oczywiście, wszystko może się zmienić za kilka miesięcy, gdy na świat przyjdzie moja dzidzia:D Can’t wait! Ale póki co postaram się wrzucać jak najwięcej wpisów, świeżutkich ćwiczeń i zabaw ruchowych.
Podczas mojej pracy w szkole, wiele razy miałem okazję jeździć z uczniami na turnieje międzyszkolne. Szczerze, nigdy za tym nie przepadałem. Na pierwszy plan wysuwa się ciągła gonitwa szkół, żeby tylko być jak najwyżej w tabeli na koniec roku. Irytują mnie ludzie, którzy wykłócają się na turniejach z sędziami, organizatorami, ze wszystkim, jakby to była sprawa życia i śmierci. Kolejny puchar w szkole? Kolejny raz można pochwalić się wynikami?
Z natury jestem spokojnym człowiekiem, bardzo trudno wyprowadzić mnie z równowagi. Na zawodach jestem ostoją spokoju, nie krzyczę na swoich uczniów, podchodzę do meczów z dystansem, bo wiem że to tylko zabawa. Już sam udział w turnieju jest dla dzieciaków przeżyciem, frajdą którą łatwo można zniszczyć wywierając dodatkową presję na wynik. Krzyk trenera z ławki nie motywuję, wręcz sprawia że dziecko jest sparaliżowane, boi się podejmować ryzyka. Krzyk jest oznaką słabości…
Nie rozumiem, dlaczego w Polsce jest takie duże ciśnienie na wynik. Polacy spragnieni są sukcesów, a nauczyciele zupełnie zapominają o szkoleniu, wynik determinuje wszystkie działania. Byle tylko zdobyć kolejne punkty w klasyfikacji ogólnej, litości! A gdzie perspektywiczne myślenia? Czy wszystko musi być na TU i TERAZ?
Czy “sukcesy” w turniejach międzyszkolnych definiują dobrego nauczyciela wychowania fizycznego? Czy ostatnie miejsce szkoły w tabeli rozgrywek międzyszkolnych oznacza niski poziom lekcji wychowania fizycznego w danej placówce? Gdyby życie było takie proste…
Wynik w szkoleniu młodzieży ma sprawę trzeciorzędną, liczy się wszechstronny rozwój zawodnika. Dobrze wyszkolony zawodnik jest znakomitą inwestycją, gwarancją przyszłych sportowych sukcesów. Wyedukowane społeczeństwo myśli perspektywiczne, cierpliwie wspiera na każdym etapie kształcenia.
Czemu uważam, że zawody międzyszkolne nie spełniają swojej roli?
Idea zawodów szkolnych powinna być prosta-zdrowa rywalizacja i przestrzeganie fair play. Cel zaszczytny, tylko gorzej z realizacją przez samych zainteresowanych. Niektórzy oszukują na każdym kroku, chociażby przy zgłoszeniach uczestników do zawodów. Już na samych zawodach, gdzie ważą się wyniki meczów, atmosfera potrafi być strasznie napięta (w negatywnym sensie), jakby co najmniej rozgrywany był finał Copa Libertadores. Zła decyzja sędziego? Awantura! Lekkie opóźnienia? Kolejna awantura! W takim kabarecie nie chcę uczestniczyć…
Ciśnienie na sukces jest tak duże, że nauczyciele trenują tylko jedną dyscyplinę, w której chcą się specjalizować (?), zaniedbując przy tym inne zagadnienia, które są w programie nauczania wychowania fizycznego. A inne formy aktywności fizycznej? Nieważne! Są kolejne punkty w rankingu, o których po latach zapominamy.
Żebyście mnie dobrze zrozumieli, nie jestem przeciwny samej idei zawodów sportowych. Dzieciaki mogą rywalizować z innymi rówieśnikami, zmierzyć swoje siły. Teoria, teorią a praktyka rządzi się swoimi prawami. Nie mogę zrozumieć nadmiernego ciśnienia na wynik, który jest dla wielu wyznacznikiem sukcesu. Owszem w sporcie zawodowym miejsce w tabeli ma kluczowe znaczenie, ale nie w odniesieniu do najmłodszych. Dzieci powinny się cieszyć sportem, bez najmniejszej presji ze strony otoczenia, w szczególności rodziców, trenerów. Więcej o bezsensie myślenia o wynikach napisałem w poprzednim wpisie:
Bezsens myślenia wyników, czyli jak zabić sportowy talent dziecka
Tak, w dzieciństwie uwielbiałem turnieje szkolne. Jeździłem praktycznie na każde zawody, nieistotne czy to była piłka nożna, czy unihokej. Inne dyscypliny? Zapomnijcie! Przez cały rok graliśmy tylko w ww dyscypliny, nic innego! W szkole podstawowej nie widziałem piłki do siatkówki, a materace służyły tylko jako dodatkowe miejsce podczas przedstawień szkolnych. Byliśmy mistrzami woj. łódzkiego w unihokeja, piłce nożnej, zbieraliśmy same pochwały, mogłem czuć się dumny. Co z tego? Wtedy się cieszyłem, bo piłka nożna była (nadal jest) sportem mojego życia, ale co z moim rówieśnikami, którzy wiecznie musieli grać w piłkę nożną? Nie mieli wyboru, nikt ich nie pytał, nikogo to nie obchodziło…
Nie ukrywam, że presja wyniku często wychodzi ze strony trenerów. Każde zwycięstwo to dodatkowe punkty, każdy dodatkowy punkt daje większe szanse na pozyskanie uczniów w przyszłości. Ludzie kochają statystyki! Wszelkie tabelki, rankingi-to najbardziej do nich przemawia. Rodzice jak widzą, ile punktów ma dana szkoła, to od razu dochodzą do wniosku, że warto wysłać swoje dzieci do placówki, która jest wysoko w rankingu. Papier przyjmie wszystko, sposób realizacji jest nieistotny, przykre, ale w dzisiejszych czasach wiele ludzi odchodzi od swoich ideałów…
Nie potrzebowałem motywacji, bo sport był już obecny w moim życiu, ale co z moimi kolegami z klasy, którzy słysząc o wychowaniu fizycznym, krzywili się niemiłosiernie? Większość z nich do dzisiaj nie jest aktywna fizycznie, nie ma co się dziwić, nie miał ich kto motywować. Jaki jest sens zajęć ruchowych w szkole? Jaki jest cel wychowania fizycznego?
Zazwyczaj reprezentacja szkoły składa się z tych samych uczniów, niezależnie od dyscypliny. Słabsi uczniowie nie mają szans na udział w zawodach, wszechwiedzący trener nie pozwoli na utratę punktów w rankingu, liczy się tylko zwycięstwo. Czasami warto dać szansę innym uczniom, niech poczują smak rywalizacji (pod warunkiem, że jest ona zdrowa). Może w ten sposób zainteresują się sportem? Może zawody szkolne zmotywują ucznia do dalszego wysiłku i pracy nad sobą? Czasami zapominamy, kto w całym procesie wychowania jest najważniejszy… I to na pewno nie jest nauczyciel…
Popieram inicjatywę Łódzkiego Szkolnego Związku Sportowego, który kilka lat temu wprowadził podział na turnieje o charakterze typowo mistrzowskim oraz na zawody promujące zdrowie. Pomysł jak najbardziej trafny, tylko z realizacją gorzej, jak zawsze… Gdybyście widzieli, jak nauczyciele wykłócają się na zebraniu organizacyjnym w siedzibie LSZS-a to, że ich szkoła jest za mała na to, żeby wystawić dwie reprezentacje (mistrzostwo i promocja zdrowia). Ciągła gonitwa za wynikiem mnie przeraża, autentycznie.
Znam wielu nauczycieli wychowania fizycznego, którzy rzetelnie podchodzą do swojego zawodu. Starają się zrealizować cały program, ciągle wprowadzając kreatywne rozwiązania. Dobry nauczyciel wychowania fizycznego potrafi przekazać to, co najważniejsze z danej dyscypliny sportowej, inspirować swoich uczniów, a największy sukces osiąga nie na zawodach, a na lekcji wychowania fizycznego, podczas której potrafi zarazić aktywności fizyczną, nawet najbardziej “opornych”. To jest sukces w pracy nauczyciela wychowania fizycznego!
Zobacz również: Płać i płacz, czyli jak wygląda selekcja dzieci w klubach sportowych
Czasem warto trochę zwolnić, zastanowić się dokąd zmierza współczesne wychowanie fizyczne. Wychowanie fizyczne to nie sport, obie dziedziny są ze sobą związane, jednak cele mają zupełnie inne, warto o tym pomyśleć…

