Moja przygoda z tenisem rozpoczęła się 20 lat temu. Tata zabierał mnie na korty. To znaczy, grał ze starszym bratem, a ja siedziałem jak kołek na ławce. Ewentualnie biegałem po piłki, które wypadły za ogrodzenie. Takie czasy, dzieci i ryby głosu nie mają. Kilka razy poodbijałem piłkę, ale na jakąkolwiek grę nie miałem co liczyć. Pomimo tego, od razu zakochałem się w tenisie. Ba, tata nawet zgłosił mnie na turniej tenisowy, w którym odpadłem w I rundzie (zaskoczenie?). A potem… było 15 lat przerwy…
