Upały, których jesteśmy uczestnikami, mają dwie strony. Pierwsza, dla wielu z nas tak oczekiwana, ładująca nasze baterie słoneczne, odprężająca z wielomiesięcznych ciemności ogarniających kraj na naszej szerokości i długości geograficznej, z ciągnącą się zimą i wieczorami rozpoczynającymi się o piętnastej. Druga to nieradzenie sobie z gorącem mimo wypijania litrów wody, chronieniu się w chłodnych pomieszczeniach oraz unikaniu słońca, jak ognia. Problem pojawia się, gdy zmuszeni jesteśmy balansować pomiędzy jedną a drugą skrajnością…
Dlaczego? Ano z prostego powodu. Z powodu zmian i trudności z adaptacją.
Z upału do klimy, z klimy w upał, z upału w przeciąg, z przeciągu w fotel z oparciem, na którym pocą się plecy, z fotela w korytarz z przeciągiem, z przeciągu w upał, z upału w kilka godzin siedzenia, z siedzenia na zakupy, a na parkingu przed sklepem upał, w sklepie przy lodówkach, po powrocie prace domowe bez koszuli…
W sytuacji, w której dużą część nas nie ma świadomości istnienia tzw czynnościowych dysfunkcji ukrytych, wystawiając ciała na tak różne czynniki, ma dużą szansę przekonania się o ich istnieniu, gdyż przemówią one zapewne c z y m ś. Może bólem, może sztywnością poranną, może dziwną reakcją po ruchu, który nie jest do końca przemyślany, może “wykluciem się” reakcji, które kiedyś się próbowały wydostać, ale coś im przeszkodziło. To słynne “zawiało mnie” lub “źle spałem” jest flagowym okrętem całości. To tymi właśnie objawami ciało mówi, że przekraczamy pewną dozwoloną niedbałość i należałoby się zastanowić, czym robimy sobie krzywdę.
Mając na uwadze powyższe, wnoszę, co następuje :-):
1. warto przez cały czas upałów regularnie obserwować swoje ciało i reagować na tyle wcześnie, by nie dopuszczać do pojawiania się stanów, które przyrównać można do przeciążeń ukrytych w narządzie ruchu,
2. regularnie dokonując “przeglądów” miejsc najbardziej narażonych na przeciążenie (każdy ma sobie właściwe), zwracać uwagę na stan skóry, mięśni oraz ruchomość stawów tego rejonu,
3. pilnować prawidłowego dokrwienia choćby za pomocą naprzemiennie stosowanych kąpieli ciepła - zimna z dokładnym wytarciem ciała ręcznikiem, do nieznacznego zagrzania miejsca, na które kierujemy swoją uwagę,
4. rozsądnie korzystać z urządzeń nachładzających, przerzucając raczej - o ile to możliwe - ciężar na ćwiczenia ruchowe oraz picie dużej ilości wody.
W sytuacji, w której pojawia się dysfunkcja, warto się zastanowić nad ostatnimi 24-48 h i pomyśleć, co takiego mogło przemęczyć ciało, gdyż ten wniosek może stać się kluczem do prostej i skutecznej terapii.
Korzyści z upału potrafią być wielkie, ale trzeba wiedzieć, jak po nie sięgać.
Trzymam kciuki 🙂
Autorem wpisu jest Bartłomiej Gajowiec (gajowiec.blox.pl)
Warto skorzystać z porad Bartka, zwłaszcza w sierpniowe upały. Teoria teorią, a praktyka czasami potrafi być brutalna. W Polsce przez większość roku jest pochmurno, szaro i depresyjnie. W Łodzi nawet gdy jest słonecznie, to i tak jest ponuro:) Gdy pojawia się słońce, trochę ciepła, człowiek pragnie nacieszyć się słońcem. Tu i teraz. No i oczywiście przesadza. Jestem żywym przykładem. Tak nie mogłem nacieszyć się słońcem na urlopie, że od razu chciałem leżeć “plackiem” na plaży. Trochę pocierpiałem, ale na szczęście w porę się zreflektowałem, że “przecież jutro też jest dzień” i nie muszę od razu spiec się na raka. Tymczasem szkoda siedzieć w murach, idę poopalać się w cieniu. Miłego wypoczynku!

